Kategoria: Publicystyka

  • Wesołych Świąt !

    Wesołych Świąt !

    W tym magicznym okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku pragniemy złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. 

    Niech te święta będą dla Was czasem spokoju, radości i wspólnego, rodzinnego czasu spędzonego w otoczeniu bliskich.

    Wierzymy, że wspólnymi siłami możemy kształtować świat, w którym każdy człowiek ma szansę na godne życie, bez względu na swoje pochodzenie, status społeczny czy sytuację materialną. 

    Niech nadchodzący rok przyniesie wiele pozytywnych zmian. 

    Zarząd Podkarpackiej Nowej Lewicy 

  • Wesołych Świąt!

    Wesołych Świąt!

    Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia. Niezależnie od przekonań politycznych czy światopoglądowych, to czas, który łączy nas wszystkich i przypomina o wartościach takich jak miłość, wzajemny szacunek i solidarność.

    W Wielkanoc, zwłaszcza w Polsce, obchodzimy ważne tradycje i zwyczaje, które niosą ze sobą piękno i wartości, takie jak między innymi pokój, radość, hojność oraz życzliwość dla innych. Mamy nadzieję, że te wartości będą towarzyszyć nam nie tylko w trakcie Świąt, ale także przez cały rok.

    Jesteśmy przekonani, że w dzisiejszych czasach, w których mamy do czynienia z wieloma wyzwaniami, potrzebna jest solidarność i wzajemne wsparcie, by poradzić sobie z problemami. Warto zatem pamiętać o tym, by w codziennym życiu okazywać życzliwość, troskę i pomoc innym ludziom, nie tylko w okresie Świąt.

    Życzymy Wam, aby te Święta były czasem radości, spokoju, a także refleksji nad naszym życiem i naszymi postawami. Niech to będzie czas, w którym zjednoczymy się wokół pozytywnych wartości i zbudujemy lepszą przyszłość dla nas wszystkich.

    Podkarpacka Lewica

  • Historia jest nauczycielką życia?

    Historia jest nauczycielką życia?

    W III RP lewica oddała bez walki historię. Ekipie postpzprowskiej trudno było tworzyć jakąś narrację, która by nie była kulawa i wstydliwa.

    Od Herodota zapisywano dzieje ludzkich czynów. Bohaterskich, wspaniałych, wielkich, ale też tych podłych, złych i przynoszących hańbę i wstyd. Skutki takich działań zawsze były wykorzystywane mniej lub bardziej propagandowo, bo przecież „historię piszą zwycięzcy”, „vae victim”, „kto nie zna swojej historii, ten będzie na nią skazany” etc.

    Dlatego historia jest odtwarzana w specyficznej zawężonej formule, po pierwsze do aspektu wielkości, nie uczymy się przecież o przeciętnym chłopie folwarcznym z XVIII wieku, robotniku z Łodzi czy Manchesteru, nie uczymy się nawet o bogatym kupcu sprzedającym swe towary w składzie Hanzy w Bergen, uczymy się o wielkich tego świata, przez co rozumiemy całą plejadę władców, tyranów, uzurpatorów, mordujących się z zawziętością, wysyłającymi całe społeczności na zatracenie, tylko po to, aby przejść do historii. Drugim ogranicznikiem jest nacjonalizm – ten XIX wieczny wynalazek skutecznie skanalizował historię w orbicie polityki i ta stała się ni mniej, ni więcej tylko instrumentem propagandy i świecką formą quasi religijnego dogmatyzmu.

    Jeszcze w XVIII wieku Krasicki poddawał krytyce taki sposób podawania historii pisząc:

    „Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,

    A występków szkaradność lub cnoty przykłady,

    Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.”

    W XIX wieku nadchodzi jednak dostęp do wiedzy i nauka historii zaczyna biec dwutorowo: w zaciszu akademii pojawia się krytyka historyczna oparta na analizie faktów i źródeł, jednak w powszechnym użyciu pojawia się wersja „ad usum proprium”, pełna uproszczeń, półprawd i propagandowego wodolejstwa okraszonego gigantyczną ilością emocjonalności, zaczyna ona odgrywać rolę bałamutnego zlepku sprzedawanego bez recepty placebo „ku pokrzepieniu serc”. Powieści historyczne – tak modne w tamtych czasach – budują równie zafałszowany, co trwały obraz narodów, które bohatersko szły przez czasy dawne. Mit romantyczny dziś jest trudny do wykorzenienia, gdyż politykom łatwo go sprzedać i budować swoje ego na „wielkości historii”.

    Co więcej, w XX wieku historia upraszczana stała się bronią masowego rażenia, zamieniana w politykę historyczną, w takiej postaci trafiła do podręczników szkolnych, a narracja zobiektywizowana została porzucona na rzecz politycznej „pulp fiction”. To nie tylko totalitaryzmy wykorzystywały taki sposób opowieści, Churchill miał powiedzieć „Historia będzie dla mnie łaskawa, ponieważ mam zamiar ją napisać”, co pokazuje, jak instrumentalnie traktowali ją politycy demokratyczni.

    Czasy powojenne nie pomagały, bo obydwa obozy zaprzęgły swoje historie do produkcji, która miała na pokolenia stworzyć dychotomiczny obraz rywalizacji i wytłumaczyć czemu my jesteśmy super, a oni to złole.

    W tym zalewie pop-historii pojawiły się pierwsze jaskółki – podręcznik niemiecko-francuski, naświetlający konflikty z dwu stron, pojawia się rewolucja w edukacji i wychowaniu, lata 60-te przynoszą powiew świeżości. W końcu coraz głośniej o „milczącej części historii” czyli herstory.

    Niestety, większość nowości nas omija szerokim łukiem, paździerzowe czasy Gomułki i propaganda sukcesu Gierka to nie są czasy na naukę historii zgodną z zasadami obiektywizmu historycznego. Wtedy w podręcznikach królują mity i mitotwórcze fantazmaty. Gierkowi potrzeba było łatki na coraz bardziej dziurawą i odlepioną sloganozę komunistyczną. Dlatego legendy, podania, mity i polityka historyczna mocno podbijają bębenek. Stąd też cenne stają się „tajne komplety” z historii prowadzone przez środowiska opozycji, na których nie tylko zapełnia się „białe plamy”, ale częściej uczy się historii poprzez pytania i odpowiedzi, ot heurystyka.

    Niestety w czasach transformacji zapomniano o metodach nauczania, bo ważniejsze było wprowadzanie nowej historii. Miała być obiektywna, nacechowana wrażliwością i łącząca, a nie wykluczająca. Od połowy lat 90 obserwuję jednak coraz większe obniżanie prestiżu historii, zdaje ją coraz mniej abiturientów, kierunki związane z historią przeżywają regres, a kombinowanie kolejnych MENów przy treściach nauczanych, dokłada cegiełkę do muru, za którym kryje się tajemnica przeszłości.

    W XXI wieku widać jak bardzo historia staje się w naszym kraju narzędziem propagandy. Niestety, prawica wykorzystuje bezrefleksyjnie narzędzia, jakie dostała od poprzedników. Mitotwórczość i przekłamania widać w pracach IPN, dysponującego gigantycznymi środkami na badania. Pokazywanie jednostronnego śladu przeszłości, metody podające w szkole, przeładowanie i fetyszyzacja niektórych tematów – to wszystko tężeje w coraz bardziej gęstniejącym sosie pełnym ahistorycznych absurdów.

    W III RP lewica oddała bez walki historię, ekipie postpzprowskiej trudno było tworzyć jakąś narrację, która by nie była kulawa i wstydliwa. Lewica niepostkomunistyczna okazała się mało lewicowa i z wrażliwością karalucha podjadała „resztki z pańskiego” neoliberalnego stołu. Neoliberalne centrum traktowało historię jako „zapchajdziurę” oraz kompletnie niepotrzebny i nieżyciowy przedmiot, bo kraj się reformował, transformował i bogacił. Potrzeba było inżynierów i menedżerów. Puchły uczelnie od nowych kierunków, gorączka studiowania okazała się na tyle efektowna, że nikt już nie patrzył na poziom wypuszczanych „nowych elit”, dla których albinos to takie plemię gdzieś w Australii, a Schopenhauer to Chopin Hower. Pokolenie wyżu „dwudziestego stopnia zasilania” zapełniło rosnące ilości miejsc na Wyższych Szkołach Gotowania Wody Na Gazie, nikt nie zwracał uwagi na jakość, bo rosnące bezrobocie można było łatwo ukryć przez parę lat. Potem Unia przyjęła z ochotą całą masę magistrów, którzy sfrustrowani siedzieli na „kuroniówkach”, bo okazało się, że nikt ich nie chce.

    Historia więc nie miała wtedy dobrego czasu, szkoda było poświęcać życie dla przeszłości, skoro Fukuyama ogłosił koniec historii.

    Wracając do szkoły, tutaj coraz wyraźniej widać było, wraz z nowymi pomysłami nowych władz, jak nie wiadomo co zrobić z historią. W końcu zrobiono to co było najgorsze, pozwolono, aby rozpoczęta w XIX wieku walka „Lelewela” z „Kraszewskim” została zagarnięta przez klechdy i mity. Pełen patosu, subiektywnych haseł, kalkujący propagandę PRL-owską, z zamienionymi bohaterami, z wymyślonymi naprędce sztampowymi i nieprawdziwymi pojęciami – żołnierzy wyklętych, Narodu „Sprawiedliwych” etc.

    Łatwość, z jaką narzucono takie sloganowe nauczanie, jest zastanawiająca, szczególnie gdy metodologia pracy badawczej, działania w terenie i powszechny dostęp do źródeł powinien skutkować odwrotnymi działaniami – niestety poszło po bandzie.

    Dopóki zatem w szkole nie zarzuci się nauczania ex cathedra, ładowania narracji subiektywnej i programowej „biegunki”, to niestety niewiele będzie można zmienić.

    Narzędzia, którymi dysponuje nauczyciel to dalej głównie tablica i kreda. Tak więc tkwimy w erze kredy i zapominamy, jak się mezozoiczna era skończyła.

    Przyleciał kawałek skały – spadł i pozamiatał.

    A my możemy już tylko się przyglądać, jak nadlatuje, bo zabrano nam możliwość kreowania rzeczywistości, zabrano nam decyzyjność, a w czasie strajku zabrano nam godność.

    Opublikowane przez spojnik.eu

  • 25 lat konstytucji

    25 lat konstytucji

    Lewica dała Polsce konstytucję, wejście do NATO, wejście do UE, ale dała też determinację w działaniu, którego niektórym brakowało. Z okazji 25-lecia referendum konstytucyjnego Rada Krajowa Nowej Lewicy przyjęła uchwałę, w której odrzuca możliwość zmiany ustawy zasadniczej z tymi, którzy ją łamali.  Rada Krajowa Nowej Lewicy wyraziła też gotowość współpracy z siłami szanującymi konstytucję. Konstytucja musi być przestrzegana od A do Z – mówili liderzy ugrupowania podczas uroczystej Rady Krajowa Nowej Lewicy. 

     „Zatwierdzona przez naród w referendum Konstytucja jest kamieniem węgielnym porządku państwowego opartego na trójpodziale władzy, gwarancjach praw obywatelskich i wolności jednostki” – czytamy w tekście uchwały. “Posiadając nowoczesną ustawę zasadniczą, Polska mogła zająć należne jej miejsce we wspólnocie państw tworzących Unię Europejską oraz stać się członkiem euroatlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa – NATO. W procesach akcesji do UE i NATO decydujące znaczenie odegrali ludzie związani z polską lewicą”.

    „Odrzucamy możliwość zmiany ustawy zasadniczej we współpracy z siłami politycznymi, które konstytucję wielokrotnie łamały. Potępiamy wszelkie próby łamania konstytucji oraz dokonywania zmiany ustroju bez nowelizowania ustawy zasadniczej. Przypominamy, że parlamentarna większość posiada demokratyczny mandat do rządzenia państwem, nie posiada jednak mandatu do zmiany ustroju naszego państwa” – głosi uchwała.

    Rada Krajowa Nowej Lewicy opowiedziała się za partnerską współpracą wszystkich sił politycznych, które stoją na pozycjach szacunku wobec Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 roku. „Dołożymy wszelkich starań, aby przyszły rząd przestrzegał przepisów konstytucji zapisanych w każdym jej artykule. Za fundament odnowionego demokratycznego państwa prawnego uznajemy, czytany całościowo, art. 2 konstytucji: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” – czytamy dalej w tekście uchwały.

    Obecny podczas uroczystości prezydent Aleksander Kwaśniewski podkreślił, że obecna konstytucja powstała w wyniku kompromisu, dlatego nie można uznać jej za lewicową czy postkomunistyczną. „To jest konstytucja Rzeczpospolitej, to jest konstytucja bardzo szerokiego spektrum politycznego, które tę konstytucję poparło” – mówił Kwaśniewski, wskazując przy tym, że jest to także jedyna konstytucja, która została przyjęta w referendum.  “To jest powód do dumy, że Lewica w trudnym czasie zrozumiała, że potrzebne jest szerokie poparcie dla takiego projektu jakim jest Konstytucja RP”. 

    Prezydent podkreślił, że ustawa zasadnicza była ostatnio wielokrotnie atakowana. „Ta konstytucja wymaga obrony, wymaga walki. Żywa konstytucja wymaga aktywności. Wiem, że na środowiska lewicowe można liczyć, że będą robić co w ich mocy, żeby konstytucja była przestrzegana” – mówił były prezydent. Dodał, że konstytucja należy do wielkiego dorobku lewicy.

    Współprzewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty oświadczył, że Lewica nie zgodzi się na jakiekolwiek zmiany konstytucji. „Zmieniać trzeba tych, którzy ją łamią” – stwierdził. „W takich czasach, jak dziś, kiedy rządzi ortodoksyjna prawica, powiem rzecz brutalną: małpie brzytwy się nie daje” – dodał wicemarszałek Sejmu.

    Czarzasty wskazywał, że oprócz konstytucji, dorobkiem lewicy jest także wejście Polski do NATO i Unii Europejskiej. „Dziś trzeba bronić obecności Polski w UE, a po wygranych przez opozycję wyborach (…) musimy sprawić, aby Polska zajęła należne jej miejsce wśród 5 największych państw UE, aby Polska współdecydowała o przyszłości UE” – zapowiedział.

    Współprzewodniczący Nowej Lewicy Robert Biedroń oświadczył natomiast, że celem Lewicy jest doprowadzenie do tego, by art. 1 konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, w końcu zaczął obowiązywać.

    Podkreślił, że konstytucja musi być przestrzegana „od A do Z, od 1. do 243. artykułu” – od przestrzegania praworządności i przepisów związanych trójpodziałem władzy, wolności mediów po kwestie pracownicze, mieszkaniowe, edukację, czy ochronę zdrowia.

    Biedroń oświadczył, że Lewica jest gotowa do współpracy ze wszystkimi demokratycznymi siłami opozycyjnymi. „Ale mamy swoją tożsamość, mamy swoje DNA, mamy swoją historię, ale mamy także przyszłość. Jeżeli mamy ze sobą współpracować, to ta współpraca musi i będzie opierać się o postanowienia konstytucji. Lewica będzie sumieniem demokratycznej opozycji” – zaznaczył.

    Były premier Włodzimierz Cimoszewicz wskazywał, że istotą prac komisji konstytucyjnej był kompromis. Podkreślił też, obywatele powinni bronić konstytucji poprzez wybory – decydując, kto będzie gwarantem poszanowania i obrony konstytucji. „Róbcie wszystko, żeby nie tylko lewica odniosła bardzo dobry wynik w wyborach parlamentarnych, ale żeby wszystkie siły proeuropejskiej, prokonstytucyjne były reprezentowane w takim zakresie, żeby nie tylko bronić konstytucji, ale odwrócić wszystkie zdeprawowane decyzje i zmiany, jakie wprowadzono w ostatnich latach” – dodał.

  • WYGRAŁA POLSKA!

    WYGRAŁA POLSKA!

    Fundusz odbudowy to 250 mld dla polskiego społeczeństwa. Polek i Polaków, których życie w czasie pandemii było i jest naprawdę ciężkie. Dla polskiej gospodarki cierpiącej z powodu recesji. Dla ludzi którzy stracili pracę. To drugi Plan Marshalla.

    Takie podejście połączyło Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, trzech premierów wywodzących się z lewicy, ale również osoby spoza naszego środowiska jak minister Andrzej Olechowski. Uznaliśmy jednak, że nie można popierać Funduszu Odbudowy bezwarunkowo. Naszym celem było skierowanie pieniędzy z Unii na te obszary, które są najbliższe ludziom. Chodziło nam o to, aby Polacy poczuli jak środki z Unii poprawiają jakość ich codziennego życia. Po szerokich konsultacjach społecznych z organizacjami społecznymi i samorządami posłowie Lewicy przekazali rządowi kilkanaście poprawek do KPO. Klub Lewicy był jedynym klubem parlamentarnym, który zgłosił swoje pisemne uwagi do KPO. Wierzymy Komisji Europejskiej, nie rządowi 26 kwietnia sformułowaliśmy sześć postulatów zmieniających KPO w kierunku zgodnym z wartościami Lewicy Wystosowano również zaproszenie do strony rządowej do podjęcia rozmów na temat postulatów Lewicy.

    27 kwietnia delegacja rządowa na czele z premierem przybyła do Sejmu i spotkała się z delegacją parlamentarzystów Lewicy. Strona rządowa zaakceptowała 6 postulatów Lewicy. Dzięki działaniom Lewicy: Minimum 30 proc. środków z KPO trafi do samorządów. 850 milionów euro wesprze szpitale powiatowe. 300 milionów euro trafi do najbardziej pokrzywdzonych przez kryzys branż gospodarki. Zabezpieczone zostaną pieniądze na budowę 75 tys. tanich mieszkań na wynajem Komitet Monitorujący, złożony się m.in. z samorządowców i związków zawodowych, będzie kontrolował wydatkowanie środków i zgłaszał nieprawidłowości do Komisji Europejskiej. Powstanie jasny plan wydatkowania i zapis gwarancji w dokumentach wysłanych do Komisji Europejskiej. Wszystkie te warunki łączy jeden wspólny mianownik – mieszczą się w zakresie Krajowego Planu Odbudowy. Realizacja KPO będzie kontrolowana przez Komisję Europejską w dialogu z Parlamentem Europejskim. Instytucje europejskie są nąjlepszym gwarantem realizacji naszych warunków. W rozmowach z rządem Lewica nie postawiła postulatów wykracząjących poza sprawy finansowe. Negocjacje dotyczyły pieniędzy z Unii Europejskich. Gwarantem ich uczciwego wydawania jest Komisja Europejska. Niestety próba uczynienia z Komisji Europejskiej gwaranta ustaleń dotyczących spraw emerytów mundurowych lub praw kobiety byłaby nieskuteczna. Bylibyśmy zdani na dobrą wolę rządu. Komisji Europejskiej wierzymy, rządowi nie.

    Aleksander Kwaśniewski komentując ostatnie wydarzenia trafnie zauważył, że Lewica z rządem nie prowadziła drugich obrad Okrągłego Stołu, które dotyczyłyby całości spraw społecznych. 30 kwietnia br. spotkałem się z przedstawicielami kierownictwa Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. W trakcie spotkania wymieniliśmy nasze oceny wydarzeń z ostatnich kilkunastu dni. Podtrzymujemy naszą deklarację, że Lewica nie wejdzie do rządu, który nie zadeklaruje, że odwróci skutki ustawy represyjnej. Nigdy nie pogodziliśmy się z tym drakońskim prawem stosującym niedemokratyczną zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Lewicy wolno tyle samo W ostatnich dniach wylała się na Lewicę fala krytyki i hejtu. Liczyliśmy się z tym.

    Wiem, że wiele Czytelniczek i Czytelników „Trybuny” wsparło naszą linię polityczną. Pokazaliśmy, że nie damy się zastraszyć środowiskom, które od 30 lat uważają, że „lewicy mniej wolno”. Co bardziej zapalczywi politycy mówili, że z „terrorystami się nie negocjuje”. Ten argument znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy po drugiej stronie negocjacyjnego stołu chcieli zasiąść liderzy PO na czele z Rafałem Trzaskowskim. Bo im więcej wolno. Za szczególny przejaw hipokryzji należy uznać argument o rozbijaniu Jedności opozycji”, padający z ust osób prowadzących od miesięcy negocjację z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Bez udziału Lewicy. Jak można zarzucać komuś, że rozmawia z premierem rządu, gdy samemu od miesięcy rozmawia się z jego zastępcą. Istnieje też jedna zasadnicza różnica między tymi postawami: Lewica z premierem rozmawiała, jak sprawić, aby ludzkie życie w Polsce było znośniejsze, inne partie opozycyjne skupiają się na gabinetowych gierkach oderwanych od codziennego życia ludzi. Polityka to nie gierki politycznych elit. To sztuka służenia ludziom. Realizowania programu, rozwiązywania problemów. Sprawiania, że życie ludzi będzie lepsze. 250 mld zł z Unii Europejskiej to wielka szansa, aby tak właśnie się stało. Poprawa opieki zdrowotnej w szpitalach powiatowych, nowe mieszkania na wynajem, pomoc dla branż dotkniętych kryzysem, to udało nam się wynegocjować. Nie dla rządu, ale dla ludzi. Szansa dla nowego rządu

    Wiele Czytelniczek i Czytelników „Trybuny” obawia się, że PiS zrobi z KPO swój fundusz wyborczy. Podzielam te obawy. Pewnie PiS-owcy mają taki plan. Na ile jest on jednak realny? Kto tak naprawdę będzie wydawał środki z Funduszu odbudowy? Środki powinny zostać rozdzielone do końca 2023 roku. Płatności powinny zostać zrealizowane do końca 2026 roku. Oznacza to, że decyzje o podziale środków zostaną w większością przypadków podjęte przez obecny rząd. Ale inwestycje będą one realizowane przez rząd następny. PiS będzie mógł w kampanii pokazywać kartonowe czeki. Większą część środków wyda kolejny rząd. Bez PiS-u. Do tego czasu nad prawidłowością wydatkowania środków będzie czuwać Komisja Europejska. W grudniu rząd zgodził się na warunkowość wypłaty funduszy europejskich, powiązanie wypłaty środków z przestrzeganiem zasad praworządności. W razie jakichkolwiek wątpliwości Komisja Europejska zakręci kurek z kasą. Pieniądze z Funduszu Odbudowy to środki europejskie. Obejmie je przyjęte w grudniu rozporządzenie ws. warunkowości wypłaty funduszy. Czyli powiązanie wypłaty środków z przestrzeganiem zasad państwa prawa. Jeśli PiS będzie te zasady łamał, Komisja Europejska będzie mogła wstrzymać wypłatę środków. W Polsce na straży prawidłowego wydatkowania funduszy będzie stał Komitet Monitorujący z udziałem między innymi samorządowców i związków zawodowych, na który zgodził się rząd w negocjacjach z Lewicą. W Brukseli uczciwości wydatkowania środków będą pilnować nasi Posłowie do Parlamentu Europejskiego.

    Silna Polska w silnej Europie Za nami obchody 1 Maja. Święta Pracy i 17. Rocznicy członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Pamiętamy czasy, gdy w kampanii referendalnej przekonywaliśmy Polaków, że członkostwo w Unii to najlepsze co może spotkać Polskę. Pamiętamy, co mówił wówczas Roman Giertych. Wiemy, gdzie byłaby Polska, gdyby rodacy posłuchali wówczas Giertycha. Ochrona naszego miejsca w Unii jest miarą polskiego patriotyzmu. Nie zgodzimy się wplątywanie naszej przyszłości w Unii do bieżących gierek partyjnych. Dlatego informacja o ratyfikacji decyzji ws. systemu zasobów własnych to dobra wiadomość dla Polski. W Polsce są cztery główne formacje demokratyczne. W głosowaniu nad pieniędzmi z Unii Europejskiej podzieliły się w stosunku trzy do jednego. Tylko Platforma Obywatelska, wspólnie z partią Zbigniewa Ziobry i Konfederacją nie poparły ustawy ratyfikacyjnej. Lewica, PSL i ugrupowanie Polska 2050 Szymona Hołowni zagłosowało za ratyfikacją decyzji Rady UE o systemie zasobów własnych. Zwyciężyło myślenie w kategoriach państwa i społeczeństwa a nie gabinetowych gierek polityków. Pozycja Polski w Unii Europejskiej uległa wzmocnieniu.

    Wygrała Polska!

    Włodzimierz Czarzasty, wicemarszałek Sejmu 

    Tekst oryginalnie ukazał się w dzienniku „Trybuna”

  • Cena odwagi – Grzegorz Tuderek

    Cena odwagi – Grzegorz Tuderek

    Polityka to sztuka kompromisu. Czasem oznacza to podjęcie ryzyka. Trudno jest też przewidzieć konsekwencje politycznych decyzji. O tym wszystkim przypomniano sobie przy okazji rozmów liderów Lewicy z premierem Mateuszem Morawieckim o możliwości udzielenia wsparcia w sejmowym głosowaniu  nad przyjęciem Krajowego Planu Odbudowy. Nie ma co ukrywać, że między tymi politykami nie ma za grosz zaufania. A jednak obie strony uznały, że przyjęcie wspólnego stanowiska będzie opłacalne. Premier uniknął w ten sposób kompromitującej porażki w głosowaniu, które fundował mu Zbigniew Ziobro i jego ludzie. A liderzy Lewicy pokazali, że są samodzielni i skuteczni. To ważne, zwłaszcza że dziś formacja do największych nie należy.

    Politycy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego oskarżają ich o rozbicie wspólnego frontu opozycji i zakonserwowanie pisowskiego układu. Przekonują, że była szansa na pogłębienie dekompozycji obozu Zjednoczonej Prawicy i być może doprowadzenie do upadku rządu Morawieckiego.

    Ale co stało na przeszkodzie, by dwa, trzy tygodnie temu Borys Budka wspólnie z Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem zaprosili  Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga do stołu i uzgodnili wspólne stanowisko?

    Z tego co wiemy, ani PO ani PSL nie zadały sobie trudu, by szukać porozumienia w ramach opozycji. Uznano, że w tej sprawie można prowadzić dialog za pośrednictwem mediów. Dlatego dziś , zamiast obrażać się i polewać obelgami polityków Lewicy, lepiej zastanowić się i wyciągnąć wnioski.

    Jeśli Platformie i Ludowcom rzeczywiście zależy na odsunięciu Prawa i Sprawiedliwości od władzy muszą uznać, że Czarzasty z kolegami miał prawo do samodzielnej decyzji i uszanować ją. Powinni też podjąć rozmowy z liderami Lewicy, by w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji.

    Coraz bardziej liczący się na politycznej scenie Szymon Hołownia, na razie, będzie dystansował się od sejmowej opozycji, lecz jeśli miałby do czynienia z naprawdę zjednoczonym blokiem, musiałby się dobrze zastanowić, czy mu się to opłaca.  Że możliwa jest współpraca wszystkich sił demokratycznych, dowodzi przykład wystawienia przez opozycję wspólnego kandydata na prezydenta Rzeszowa.

    Lewica, choć dziś zapewnia, że wyciągając rękę do premiera Morawieckiego ugrała więcej niż się wydaje i powołuje się na sondaże, z których wynika, że 70 % jej wyborców popiera przyjęcie Krajowego Planu Odbudowy, nie powinna spać spokojnie.

    Premier oraz cały PiS nie dają gwarancji, że dotrzymają zawartego porozumienia. Nikt nie może zaręczyć, że po ostatecznym przyjęciu KPO nie zrobią tego co chcą, czyli podzielą kasę między swojakami. Akurat ta formacja polityczna słynie  z podobnych akcji.

    Jeśli tak się stanie, przyjdzie Lewicy zapłacić solidny rachunek. W tym kontekście, decyzja o udzieleniu poparcia rządowi, podjęta przez Włodzimierza Czarzastego i jego partnerów, wymagała wprost niezwykłej odwagi. W polskiej polityce, to rzadkie zjawisko.

    Liderzy lewicy dowiedli też, że nie obca jest im sztuka kompromisu. Wszak, do niedawna, obie strony regularnie traktowały się niezbyt przystojnymi epitetami. Ale od kilku dni trudniej jest żurnalistom TVP Info ostro atakować gości z kręgu Lewicy. Nie sądzę, by potrwało to zbyt długo, ale na razie miny Rachonia i Klarenbacha są bezcenne.

    Posłowie Lewicy muszą teraz uczynić wszystko, by zadbać o maksymalnie transparentny podział środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To nie będzie łatwe zadanie. Mogę – z licznymi zastrzeżeniami – uwierzyć, że premier Morawiecki, gotów jest dotrzymać uzgodnionych warunków, ale jego otoczenie i zaplecze zapewne już kombinuje, jak je obejść.

    Lewica potrzebuje dziś, jak najlepszego zaplecza eksperckiego. Ludzi, który będą w stanie szybko wychwycić nieprawidłowości i je nagłośnić. Dotychczasowe doświadczenia w wydawaniu środków unijnych wskazują, że administracja i przedsiębiorcy są w stanie wchłonąć i zagospodarować każdą kwotę. Tylko często nie ma z tego żadnego pożytku. Jeśli posłanka Magdalena Biejat mówi o tym, że dzięki Lewicy powstanie 75 tysięcy mieszkań na wynajem, to dobrze by pamiętała czym skończył się osławiony rządowy program  „Mieszkanie Plus”. Miało powstać 100 tysięcy mieszkań. Powstało 26 tysięcy. Na finansowane ze środków unijnych Programy Operacyjne Innowacyjna Gospodarka i Inteligentny Rozwój wydano dotychczas dziesiątki miliardów złotych. W efekcie, tak jak w roku 2007, tak w roku 2019 we wszelkich unijnych rankingach innowacyjności gospodarki, wydatków na badania i rozwój, oraz stanu nauki,  wyprzedzaliśmy Bułgarię i Rumunię. Od końca.

    Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na odbudowę gospodarki po pandemii COVID – 19, w znacznej części także zostaną zmarnowane. Zadanie Lewicy powinno polegać na tym, by ograniczyć skalę marnotrawstwa i ordynarnego złodziejstwa. Nie da się wyeliminować wszystkich patologii, które tak bujnie rozkwitły pod skrzydłami Zjednoczonej Prawicy, ale trzeba próbować.

    Jeśli to się uda, jeśli środki, które Polska uzyska w najbliższych latach zostaną lepiej i sprawiedliwiej podzielone i zagospodarowane, będzie to wielka zasługa polityków Lewicy, którzy podjęli ryzyko w imię Racji Stanu. Warto trzymać za to kciuki.

    Wraz z 1-wszo  Majowym pozdrowieniem

    Grzegorz Tuderek